środa, 30 stycznia 2013

Dla odmiany - coś świeżego :)

Tak życzliwie komentujecie moje "dziewicze" poczynania przy poprawianiu urody meblom, że najwyraźniej uzależniłam się od Waszych wizyt i komplementów ;)
Mają one na mnie zdecydowanie korzystny wpływ.
Dowód?
Dziś totalnie przezwyciężyłam apatię i postanowiłam zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie robiłam!

Cóż - biorąc pod uwagę fakt, że wszystko, co ostatnio robię, robię po raz pierwszy, niczym Was nie zaskakuję ;)

Jednakże tym razem nie chodzi ani o meble, ani o przemalowywanie drobiazgów.
Tym razem zrobiłam coś impulsywnie i całkowicie od zera. Z tego, co miałam pod ręką - czyli z bezużytecznych śmieci, których wcześniej nie wyrzuciłam tylko dlatego, że niczego nie lubię wyrzucać.

Znacie ten ból, gdy kilka dni po podjętej (no wreszcie!) decyzji o pozbyciu się jakiegoś badziewia okazuje się, że bardzo by się Wam do czegoś przydało?
U mnie to standard. Dlatego nie wyrzucam niczego, nie mając 100% pewności, że nadaje się tylko do kosza.

Ale wracając do tematu - postanowiłam dziś zrobić wianek.
Prześliczne wianki widzę na wielu blogach; w stylowych wnętrzach są elementem wręcz obowiązkowym. Nic więc dziwnego, że i mnie się zamarzył wianuszek...

Drugą z przyczyn, dla których wizja wianka zaczęła mnie wręcz prześladować, był... płot, opleciony nieidentyfikowalnym o tej porze roku pnączem.
Płot ten mijam od lat (zawsze, gdy odwiedzam rodziców) ale dopiero niedawno wzbudził me zainteresowanie. Długie, dość grube witki porastającego go pnącza wydały mi się obiecującą bazą pod wianek, toteż wsadziłam dziś do torby nożyczki i nacięłam sobie średnie naręcze.
Tak na próbę.
Bo nawet nie wiedziałam czy gałązki będą elastyczne, czy kruche.
Okazały się takie sobie.
Mróz, śnieg, zimny wiatr oraz słota wyraźnie nadwyrężyły ich strukturę, niemniej coś z nich zdołałam ukręcić.
Pokazuję, prosząc o wyrozumiałość - pamiętajcie, ze to mój pierwszy raz! ;)


Wianek jest całkiem spory, bo mam słabość do dużych rozmiarów ;) Ale przy okazji ukręciłam też maleńki wianeczek z resztek, które zostały po produkcji tego pierwszego:


Różyczki zrobiłam ze śmiecia - tj. bezużytecznego surowca, który leżał na dnie szafy co najmniej 10 lat.
Nie potrafię orzec, cóż to za materiał - przypomina gęsty szyfon, ale ma bardziej plastikową strukturę. Być może właśnie dlatego daje się kapitalnie formować nad płomieniem świeczki. Jego drugą, przypadkowo odkrytą zaletą jest możliwość barwienia zwykłą plakatówką. Wystarczy wetrzeć odrobinę farbki w mokry kwiat, nieco go wymiętosić, a następnie osuszyć papierowym ręcznikiem, aby uzyskać subtelny kolor.

Jak widać, mój pokój jest tak przeładowany, że dla wianków zwyczajnie brak miejsca. Nawet chwilowa ekspozycja - tj. taka, aby cyknąć fotki - stanowi nie lada wyzwanie...
Anioła kupiłam parę lat temu, w Netto, tuż przed Bożym Narodzeniem. Był kolorową figurką z tworzywa, przypominającego plastik. Miał złote włosy i skrzydła, i wyciągałam go z pudła jedynie przy okazji Świąt.
W tym roku postanowiłam go przemalować, przetrzeć i prezentować nieco częściej ;)

Duży wianek miał podzielić los wielu rzeczy, które zrobiłam tylko po to, aby je wrzucić pod szafę (ewentualnie na). Na szczęście mama - która odwiedziła mnie dziś po południu - znalazła dlań idealne miejsce: w przedpokoju, gdzie będzie kapitalnie współgrał z kolorystyką drzwi.
W związku z tym potrzebuję wiertarki (i taty), bo ściana, na której zawiśnie, to beton...

Tak sobie patrzę teraz na fotki i dochodze do wniosku, że... nie bardzo jest się czym chwalić. Wyraźnie dałam się ponieść fali entuzjazmu robienia czegoś po raz pierwszy...
Lecz w sumie fajnie było :) Najbardziej praco- i czasochłonne okazało się produkowanie różyczek i wstążek - czyli formowanie materiału nad świeczką. Wsiąkłam na parę godzin.

Nie wiem jak Was, ale mnie takie dziubanie wycisza i uspokaja. Lubię prace, wymagające skupienia i cierpliwości. Pewnie więc jeszcze popełnię jakieś kwiatki i wianki - dla samej tylko przyjemności robienia czegoś, czego robić nie muszę :)


11 komentarzy:

  1. Siedze i zajadam bagietke z serem zoltym - nic nadzwyczajnego ,ale jak ktos kochany zrobi ci cokolwiek do jedzenia smakuje jak z restauracji z 3 gwiazdkami Michelina :-) . A kontynulujac mysl - bym sie udlawila :-( . Kobieto jak Ty to robisz. Ja zanim pomysle to mija miesiac, potem sie przygotowuje nastepny, a potem nie chce mi sie za to zabrac - ale chcialabym na juz. A Ty tak sobie - plakatoweczka, smieciowy materialik, jakies tam klacze od sasiada. A daj Ty mi zyc . Ja sie przy Tobie w depresje wpedze. Ide poprosic o jeszcze jedna kanapeczke . Tak na poprawe nastroju ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojtam ojtam (Ty mnie tu znowu nie kuś jedzonkiem przed północą! :D ), takie sobie pierdółki produkuję, odwlekając zrobienie konkretniejszych dekoracji.
      Bo w tajemnicy Ci wyznam: mam taką listę przedmiotów, które MUSZĘ zrobić. To przedmioty obowiązkowe w estetyce, tak przez nas wszystkich lubianej :)

      A co do motywacji i działania. Sama po sobie wiem, że najlepiej brać się do roboty natychmiast, kiedy tylko pojawi się myśl i chęć, by coś działać. Planowanie, przeciąganie itd. - to wszystko sprawia, że wytracamy energię. No i potem się już nie chce nic robić.
      Dlatego jak coś chcesz - to rób zaraz :)
      Bo im później, tym słabiej się chce...

      (no i przyniosłam sobie jabłko; jabłko w nocy to nie grzech... chyba ;)

      Usuń
  2. Prześliczne te wianuszki :)!... Róże takie delikatne :)! Bardzo mi się podobają :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki komplement od kogoś, kto ma poetycką duszę i wyczucie piękna, przyjmuję z największą radością :)

      Usuń
  3. Śliczne wianuszki :)), rób pokazuj i niczym się nie przejmuj;) Anioł cudny :)
    pozdrawiam
    Ag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Avreo :) Anioły pokochałam ostatnio; przydałoby się ich więcej w tym świecie :)

      Pozdrawiam Cię również,
      Magdalena

      Usuń
  4. Oj kokietujesz, kokietujesz...:) Piękne są! Takie delikatne i subtelne. Działaj bo świetnie Ci wychodzi! Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może troszkę ;) Ale lepiej się nie doceniać, aniżeli przeceniać. Zresztą mam dużo pokory, prezentując tu swoje prace. W kontekście imponujących dzieł, które oglądam na blogach, inna postawa zwyczajnie nie uchodzi :)
      Odściskuję mocno!

      Usuń
  5. Próbowałam wczoraj, nie dane mi było skomentować...
    Kiedy mieszka się na wsi, różnie to z internetem bywa.
    Ja też zbieram właściwie wszystko, wychodząc z założenia,że wszystko się może przydać.Kiedyś nawet zdarzyło mi się wygrać konkurs na dekoracje świąteczne ze śmieci- nie dosłownie wyciągniętych ze śmietnika, rzecz jasna, ale prostą drogą doń zmierzających.
    Coż mogę powiedzieć?
    Cieszę się,że działsz po swojemu, z charaterystyczna dla siebie energią i werwą.
    Poszukujesz ,wymyślasz, upiększasz...
    Na przykład ten wianek.
    Zerwane gałązki , które widywałaś od tak dawna na zaprzyjaźnionym, czy raczej pobliskim płocie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmienił się w przedmiot godny pożądania.
    Widać wyrźanie,że bawi Cię, to co robisz, zachwyca zabawa wymyślaniem nowych technik(róże);nawet jeśli istnieją takowe, to Ty dla siebie wymyśliłas je po raz pierwszy..
    To nic innego jak RADOŚĆ TWORZENIA.
    Delektuj sie nią[...]
    "Co piszę?" -- mnie pytałeś -- oto list ten piszę do Ciebie --
    Zaś nie powiedz, iż drobną szlę Ci dań -- tylko poezję!
    Tę, która bez złota uboga jest -- lecz złoto bez niej,
    Powiadam Ci, zaprawdę, jest nędzą-nędz...
    Zniknie i przepełźnie obfitość rozmaita,
    Skarby i siły przewieją -- ogóły całe zadrżą,
    Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie,
    Dwie tylko: poezja i dobroć... i więcej nic...
    Umiejętność nawet bez dwóch onych zblednieje w papier,
    Tak niebłahą są dwójcą te siostry dwie!

    Patrząc na Twoje działania , jakbym widziała siebie przed 10 miesiącami...Nie dziaw się,że
    patrzę z rozrzewnieniem na Twoje działania...
    Przytulam
    M.Arta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz może fotografie tych dekoracji? Z pewnością były prześliczne! A tak na marginesie - Twe aranżacje na stołach wbijają w ziemię (bo ja sobie podglądam cichutko to, co zamieściłaś na blogu już wcześniej;).

      Twoje słowa o wymyślaniu trafiają w sedno; faktycznie odkrywam Amerykę już odkrytą, dlatego muszę się pilnować, by nie mówić o znanych wszystkim metodach z pozycji autorytetu ;))) Wątpię, bym kiedykolwiek wpadła na coś, czego już nie wymyślono, nie udoskonalono i nie rozpropagowano...

      A za Norwida - dziękuję. Nie znam poety, który równie dobrze rozumiałby Piękno.
      Norwid je czuł, umiał odkryć i z wielką przenikliwością opisał:
      "Bo piękno na to jest, by zachwycało. Do pracy - praca, by się zmartwychwstało".

      Dziś wiem, że przekaz ten można odczytywać dosłownie: wszak my też bierzemy się do roboty z tęsknoty za pięknem :) Z pragnienia uczynienia piękniejszą przestrzeni, w której przyszło nam żyć.

      Rzecz jasna, bierzemy się też do roboty z... miłości :)
      Bo Piękno jest jej profilem - formą i wyrażeniem. Jak chleb, pieczony wraz z Jasiem, jak stół, dekorowany dla najbliższych, jak poduszki, na których ukochana osoba ułoży głowę do snu...

      Ściskam serdecznie,
      M.

      Usuń
    2. Zawsze wzruszasz mnie pisząc takie słowa, trafiaja głęboko...
      PIĘKNO I MIŁOŚĆ...
      Masz rację,Magdaleno, wszystko , cokolwiek robimy, podporządkowane jest im właśnie...
      Dziękuję Ci za te moje wzruszenia:)))

      Usuń