piątek, 5 kwietnia 2013

Shabby cheap


Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z estetyką shabby chic, przekonana byłam, że to styl ludzi majętnych, dysponujących solidnym, finansowym zapleczem.
Co więcej, shabby chic wydał mi się manierą zblazowanych bogaczy, którzy to - znudzeni towarami "spod igły" - zagustowali w perfekcyjnie realizowanej iluzji podniszczenia ;)

Oczywiście rychło zweryfikowałam swoją opinię, dochodząc również do wniosku, że owszem - shabby chic jest kosztowny i luksusowy, jednakże jego specyfika i proweniencja sprawiają, że każdy może kreować przestrzeń zgodnie z wytycznymi stylistyki. Rustykalne, sfatygowane graty, pamiętające lepsze czasy; uszkodzone bibeloty z resztkami minionej świetności - to wszystko jest w zasięgu każdego z nas!
Wystarczy nieco wyobraźni, odrobina wysiłku przy buszowaniu w zużytych szpargałach - i można stworzyć własną namiastkę pałacu... za grosze :)

Żeby nie być gołosłowną, przedstawię dziś twarde dowody.
Ponieważ finansowo stoję dokładnie tak, jak większość bezwartościowych na rynku pracy humanistów, nie znajdziecie u mnie markowych wyznaczników statusu - zakupy w snobistycznych salonach zwyczajnie nie wchodzą w grę.
Zamiast nich regularnie odwiedzam targowiska (mając max 10 zeta w portfelu), gdzie handlarze na brudnych kocach gromadzą swój towar z wystawek.
Handlarzy autentycznie uwielbiam :) Bez względu na pogodę, siarczyste mrozy, deszcz, błoto itp., stoją przy swoim dobytku i mają siłę żartować. Generalnie atmosfera dobijania targu jest jedną z atrakcji zakupów.
Ale temu zjawisku poświęcę osobny post :)

Dziś - zapowiedziane w ostatnim poście efekty nocnego malowania. Czyli graty nabyte za grosze, stuningowane odrobiną farby itd..

Na pierwszy ogień poszedł kiczowaty markiz, złote ramy oraz żeliwny i bardzo toporny świecznik z "kuternóżką", który jednak okazał się całkowicie zdrowy na obie nogi :)  Jednakże wśród szpargałów na kocu wyglądał jak inwalida, więc cenę wytargowałam adekwatną dla świecznika-kaleki ;)))

Oto stan (kilku - bo nie wszystkie sfociłam) przedmiotów sprzed metamofrozy:
I po:


Oprócz gratów upolowałam też kilka uszkodzonych naszyjników/korali, dzięki którym mogłam dosztukować kolejne kryształki do kinkietu oraz świeczników. Obecnie wszystkie elementy pochodzą z różnych bajek :) Łączy je zwykły drucik, nawijany na ołówek dla utworzenia kształtnych ogniwek:



Wszystkie widoczne ramki i lustra pochodzą z targowiska. I wszystkie zostały przemalowane z ohydnego złota lub brązu:

Większość to gips, poza wielką prostokątną ramą, która jest po prostu z plastiku:
Lustra upolowałam w Wielką Sobotę; tak, poszłam wówczas na targ - jak większość... nałogowców ;)
Handlowało raptem 5 osób. Po pierwsze - z powodu święta, a po drugie - bo pogoda była fatalna. Jednakże wypatrzyłam te skarby i zdobyłam je za równo 5 zeta :) Większe lustro za trzy, i dwie miniaturki po złotówce za sztukę.
Większe lustro wyglądało podejrzanie - jakby zagrzybione czy cóś... Dlatego napracowałam się solidnie, zanim je doczyściłam. A i malowanie było sporym wyzwaniem, bo - wbrew pozorom - ornamenty ma ono dość płytkie i trzeba było nie lada wysiłku, aby uwypuklić je przecierkami. 

Jak widać, zastosowanie znalazły nawet plastikowe aniołki, w tym jeden kupiony w kwiaciarni, pierwotnie tkwiący na piku.
W efekcie mam teraz "pałace" ;) Patrząc na zdjęcia, za cholerę nie mogę uwierzyć, że to wszystko razem kosztowało dużo mniej, aniżeli jedna rameczka bądź bibelot kupiony w salonie.

Shabby cheap - po prostu!

A to jeszcze nie wszystkie graty, które czekają na metamofrozę. Mam również sporo "gratisów" tj. paskudztw, które dostawałam za friko przy kupnie innego przedmiotu. M.in. mam dwa aniołki bez skrzydeł, które obecnie wyglądają jak... stara psia kupa. Serio!  
Kiedy je ogarnę, pokażę stan sprzed i po. Tymczasem pozdrawiam serdecznie, z utęsknieniem wyglądając wiosny...
M.       

10 komentarzy:

  1. Witam serdecznie!
    ...trafiłam dziś na Twój blog i zdaje mi się,że już zostanę i będę tu często zaglądać.Po wędrówce w Twoim świecie jawisz mi się jako osoba bardzo wrażliwą z duszą wielkiej romantyczki,artystki i to takiej przez duże "A" ,...tak pięknie piszesz wogóle, a szczególnie o Swoich "miłościach", ...takie piękne rzeczy wychodzą z Twoich rąk,...one są takie,...wysublimowane, cudne. Mi też podoba się styl schaby, ale jako pojedyńcze akcenty, chyba nigdy nie odważyłabym się na to by egzystować w 100% "schaby schopowym" otoczeniu,...ale jak patrzę na Twoje zdjęcia to już nie jestem tego taka pewna.
    Zazdroszczę Ci,że masz łatwy dostęp do takiej kopalni skarbów, (u mnie na okolicznych targowiskach królują chińskie tekstylia, pięknych starych rzeczy nie uświadczysz)i że umiesz z nich takie cuda wyczarować, wiem jaka to frajda...
    Pozdrawiam ciepło Małgośka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS.
      ...miało być oczywiście "shabby chic-kowym" otoczeniu,(..co by to miało niby być "schaby schop"???)-to chyba wina późnej pory (0:58)
      DOBRANOC

      Usuń
    2. Małgosiu, szalenie mnie cieszy, że tak życzliwym okiem spojrzałaś na mojego bloga. I że zechciałaś dołączyć do obserwatorów. Serdecznie dziękuję :)

      Jestem Ci również wdzięczna za te mnóstwo komplementów!
      Przyznam Ci się, że targowisko odkryłam niedawno; jeszcze parę miesięcy temu nie miałam o nim pojęcia, więc także skazana byłam na chińską tandetę oraz wzdychanie do przedmiotów z salonów, gdzie rządzą ceny z kosmosu.
      Stąd moja sugestia: rozejrzyj się po okolicy - na pewno macie rynek, gdzie można kupić tańsze warzywa/owoce itp. :) Sprawdź, kiedy odbywają się dni targowe i zajdź tam.

      U mnie taki rynek polega głównie na handlowaniu owocami/warzywami, a graty są usytuowane na poboczach. Dawniej w ogóle tam nie zaglądałam, ale teraz chodzę wyłącznie do nich :) Nie wiem, jak jest w innych miastach, lecz u mnie - być może ze względu na bliskość zachodniej granicy - wielu ludzi traktuje wystawki jako sposób zarobienia paru groszy. I stąd możliwość częstego "upolowania" ładnych rzeczy za bezcen. Zwłaszcza jeśli się potrafi targować ;)Ja kiedyś nie umiałam, ale się wyrobiłam, że hej! :D

      Pozdrawiam Cię serdecznie Małgosiu,
      Magdalena

      Usuń
  2. cudownie zmieniłaś te przedmioty...teraz wyglądaja przepięknie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ot, co potrafi zdziałać odrobina farby! Jestem zagorzałą fanką akrylu :D

      Usuń
  3. Wszystko u Ciebie cudne - zachwycam się od zawsze...
    Tyle cudnych pomysłów zrealizowanych i to tak... finezyjnie...
    Po powrocie planuję remont mieszkania... Może chcesz i u mnie... zmiany wprowadzić?? ale u mnie będzie czerń i bordo królowała...
    Buziaki zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko mogłabym być w czymś przydatna, to jestem na tak! Rzecz jasna pozostaje kwestia pracy :/ Bo ja tylko weekendy mam wolne.

      Usuń
  4. Stało się tak, jak przypuszczałam- ten ulubiony przez Ciebie, Magdaleno, styl- pasuje do Twojej kreatywności i niezwykłej wrażliwosci, którą po prostu kocham:)))
    Jesteś jak czarodziejka- zmieniasz brzydotę w piękno.
    Wystarczy spojrzeć na zdjęcia powyżej- są tego niezbite dowody !
    Cieszę się,że Cię poznałam:))))
    Ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. upsss,powinno być.."niezbitym dowodem"...

      Usuń
  5. Piękne te wszystkie Twoje rzeczy!!! Szkoda że u nas nie ma takich tanich targów staroci:((((( Jak są to ceny czasem zwalają z nóg niestety:((

    Pozdrawiam a w wolnych chwilach zaprasza do siebie:
    iloveshabb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń