Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaszki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 kwietnia 2014

Shabby chic easter eggs


Potrzeba matką wynalazków?
Faktycznie.

Jako alergik, nie mogę jeść m.in. jajek, dlatego zawartość wydmuszek zanosiłam do Rodziców, aby je wykorzystali wedle uznania. W pewnym momencie Mamcia zaczęła kręcić nosem, że zero pożytku z takich jaj, skoro do większości ciast potrzeba białek i żółtek OSOBNO.
Pojawiło się zatem wyzwanie: w jaki sposób pogodzić pisankowe szaleństwo z pragmatyzmem?
Myślałam, myślałam, aż wymyśliłam pisanki wklęsłe.
Ten koncept sprawił, że mogłam bez problemu oddzielać żółtko od białka i uszczęśliwać Rodziców porcją jaj, zmuszających (tak, tak!) do nadprodukcji ciast ;)


Ta technika uświadomiła mi, jak fenomenalnym tworem natury jest jajko. Skorupka wytrzymuje silny nacisk, jednakże trzeba amortyzować dłonią nadmiar wibracji. No i respektować krzywiznę, dostosowując do niej kierunek cięcia - w przeciwnym razie skorupka pęknie w sposób niekontrolowany.



Jedno z jajek z kotami (poprzedni post) upadło mi na kamienną posadzkę, ale farba utrzymała je w całości, mimo pęknięcia. Dlatego zostało ze mną. Jako miłośniczka kotów, uwielbiam te mruczące stworzenia - są wdzięcznym motywem, podobnie jak ptaszki i oczywiście... aniołki :)


Anielątka (a ściślej znaną z mitologii parę: Amora i Psyche) wyizolowałam z obrazu jednego z najwspanialszych prerafaelitów, a następnie metodą transferu przeniosłam na wydmuszki i serce z drewna (które sprezentowałam wyjątkowo dla mnie życzliwej osobie). Rzecz jasna nie mogło zabraknąć Chopina:


Wydmuszki, ozdabiane metodą transferu, powstały na samym początku mojej tegorocznej, pisankowej przygody. Zauroczyły mnie portrety retro, wiktoriańskie kwiaty, kamee, konie i technika print-room, toteż popełniłam sporo jaj w tym stylu. Jednakże w międzyczasie pojawiały się nowe pomysły, nowe wyzwania i... priorytetowa przyjemność przygotowania pisankowych upominków.
Dlatego - biblijnie! - pierwsze pisanki będą ostatnimi :) Zamierzam bowiem (nawet po Świętach) sukcesywnie wykańczać napoczęte wcześniej jajka, fotografować i pokazywać na blogu.
Cóż - nareszcie mogę :)  
Pozdrawiam!

sobota, 4 maja 2013

Lepienie, rzeźbienie, malowanie...

Długi weekend majowy zaowocował finalizacją starszych i świeższych przedsięwzięć. Część tych pierwszych czekała na słońce, bo fotografowanie przy kiepskim świetle działa demotywująco. Dziś jednak, po raz pierwszy od dłuższego czasu, na niebie pojawił się błękit.
I zagościł nie tylko na niebie :)


Pamiętacie jak pisałam o targowiskowych gratisach? O aniołkach bez skrzydeł, przypominających psie kupy? Niedawno dołączył do nich kolejny gratis, przyniesiony przez uprzejmego handlarza specjalnie dla mnie.
Gdybym biedaka nie przygarnęła, wylądowałby na śmietniku. Nie miał kawałka skrzydła ani nóżki i pokrywał go ohydny, błyszczący lakier. Ale od czego jest modelina, szpachla, farba i samozaparcie?

Jak widać, modelinowa forma w miejscu brakującego kawałka skrzydła wpasowała się znakomicie :) Chwilę później dorobiłam utrąconą nóżkę. Całość poszła do piekarnika, aby stworzyć stabilną bazę pod szpachlę i dalszą obróbkę.
A oto jak aniołeczek prezentuje się po zakończeniu kuracji. Ma pulchną nóżkę i skrzydło:



Dla dwóch, naprawionych dużo wcześniej aniołków, nadal brakuje mi miejsca. Ale załapały się na sesję zdjęciową wraz z wiankiem z glinianych róż. 

Po raz pierwszy w życiu miałam kontakt z gliną. 
Ku mojemu zdziwieniu, róże ulepiłam dość szybko i bez problemów - natomiast problematyczne okazało się umocowanie ich na drewnianej obręczy. Żaden klej nie chciał trzymać! Ale udało się z montażowym (tak, M.Arto - przetestowałam go zanim jeszcze dotarł do mnie Twój mail :)). 
Oto, jak pierwotnie wyglądały aniołki "psie kupy":


A tak wyglądało lepienie glinianych róż - czyli mój wianek in statu nascendi:


Aniołki po dodaniu skrzydełek i przemalowaniu:


Wiankowi z gliny samoutwardzalnej towarzyszą kwiaty z ogrodu rodziców :) W doniczce z targowiska rzecz jasna, którą także pobieliłam po swojemu:



Pamiętacie ceramicznego ptaszka, którego przemalowałam już wcześniej? Coś mi w nim nie pasowało, więc postanowiłam ozdobić go pisankowym reliefem i nieco mocniej postarzyć:



Przy okazji muszę się przyznać, że polubiłam glinę samoutwardzalną :) Jest plastyczna i ma niesamowity potencjał. Co prawda jej wytrzymałość i trwałość są mocno ograniczone, ale przecież nie będę moim wiankiem tłuc kotletów ani rzucać do celu ;) W związku z tym kruchość surowca ma drugorzędne znaczenie.

Kończę na dziś, bo coś pobolewa mnie głowa. Pewnie to skutek dnia spędzonego na świeżym powietrzu - za dużo słońca, skoków temperatury itp.. Organizm nie zdążył się przyzwyczaić :/
Ja natomiast nie mogę się przyzwyczaić do obecności świeżych kwiatów. Przez 10 lat życia z kotem musiałam z nich rezygnować, bo Kaziunia uwielbiał wspinać się na bukiety, przewracać wazony, skubać listki i kwiaty (tulipany i róże smakowały mu wprost wybornie!). 
W związku z tym kwiaty gościły u mnie dość rzadko, i teraz - kiedy się pojawiają - nie mogę się nimi nasycić:

Jaka szkoda, że nie można ich zatrzymać przez cały rok... Pozostają mi więc te gliniane, którym daleko do świeżych i wonnych pierwowzorów. Ale mają walor, którego brak dziełom natury: dostarczają radości i satysfakcji ich twórcy :)

Wszak każdy drobiazg - czy to naprawiony, czy stworzony od zera -bywa dla nas powodem do dumy, nieprawdaż? :)





poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Cudze śmieci - mój skarb

Co dla jednych jest podłogą, dla innych staje się sufitem. 



Co jedni wyrzucają na śmietnik, dla innych bywa cenną zdobyczą.

Abstrahując od symbolicznej granicy, Nałkowska podsumowała zjawisko równie stare, jak sama ludzkość. Stare i jednocześnie niezmienne - powiedzenia są tego dowodem: "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia"; "Nic nie jest takim, jakim się wydaje", i - einsteinowskie - "Wszystko jest względne".
Wszystko jest względne.
Czy jest?

Relatywizm moralny stał się modny w obecnych czasach; dobro przestało być wartością bezwzględną, natomiast nagminnie utożsamiane jest z tym, co dla konkretnego człowieka korzystne. Mentalność Kalego rządzi.
Ale czy może być inaczej w świecie zamożnych i możnych, dla których szary człowiek ma wartość o tyle, o ile da się na nim zarobić? ;)

W świetle tych faktów ja jestem bezwartościowa. Konsument wszak ze mnie mizerny - kupuję głównie śmieci za grosze. Z perspektywy osób majętnych ja to fragment obmierzłego pospólstwa. Tłuszczy bez wrażliwości i stylu, o potrzebach zredukowanych do żarcia ;)
Prawdopodobnie "góra" nawet nie podejrzewa, że tam w dole, wśród trzody chwytającej resztki z pańskiego stołu, są byty, które chcą piękno tworzyć - bo tęsknią za nim okrutnie :)
Albowiem - raz jeszcze cytując Einsteina: Istnieje zbyt duża dysproporcja pomiędzy tym, kim człowiek jest, a tym, za kogo inni go uważają.

Do refleksji na temat względności, granic i zróżnicowanej percepcji skłoniły mnie moje skarby. Czyli cudze śmieci :)
Widzicie m.in. sławetne konsolki, kupione za 2 zeta/sztuka, widzicie gratisowe aniołki-psie kupy, widzicie śliczne ptaszki za złotówkę.

Nie uwieczniłam jednak aniołków, które prezentuję wewnątrz ram po metamorfozie. Zanim zreflektowałam się, że warto te plastikowe kicze uwiecznić, zdrapałam z nich brokat i zdążyłam przemalować kompletnie.
Rzecz jasna paskudztwa te to także gratisy.
Patrząc na nie przypominam sobie powiedzonko mojego profesora: "Uwielbiam aniołki o twarzy idioty". Gwoli wyjaśnienia dodam, że profesor ów to ceniony antropotanatolog, zajmujący się nekropoliami i funeralną kulturą. Stąd jego częste wizyty na cmentarzach i kontemplowanie różnych szpetnych aniołków na grobach ;)

Konsolki po metamorfozie prezentują się tak:

Na konsolkach zaś - Maryja, zrobiona z butelki na święconą wodę; przemalowany markiz i - tylko na moment - Chopinek.

A niżej - znany już kinkiet, ozdabiany wręcz ustawicznie :) W sobotę oderwał mi się od ściany, gdy zakładałam nań sznury kryształków, zmontowanych z korali i drutu. Btw, na większej fotce po lewej widać kopię portretu Chopina pędzla Delacroix. Namalowałam ją wieki temu...

Ptaszki były śliczne od samego początku; a jednak przemalowałam je na biało.Cóż - shabby white zobowiązuje. Tyle że moje shabby jest dyskretne ;) Zbyt ostrożnie traktuję te moje bielone drobiazgi. Będę je sukcesywnie podniszczać.
A może kiedyś zdrapię z nich biel całkowicie? Były wszak śliczne. Kto wie, czy nie ładniejsze, niż teraz.


A wracając do metamorfoz udanych - tymczasowo plastikowe gratisy tkwią w ramkach; być może kiedyś, zamiast nich, w ramach pojawią się lustra. Ale to odległa perspektywa. Póki co mam fioła na punkcie anioła ;) 
W kuchni suszą się też dwa anioły-psie kupy, którym dorobiłam utrącone skrzydła, przemalowałam i przetarłam - ale nie mam pojęcia, gdzie je umieścić... Cóż - trzeba poczekać na przypływ inwencji. Może w weekend coś mi zaświta.


Dobrze foci się, kiedy słońce za oknem. Od razu wszystko nabiera i wymiaru, i blasku. Dziś nie było u mnie wiosny - było.. LATO. 27 stopni w słońcu!
Cudownie!
Czego w najbliższych tygodniach Wam (i sobie też) szczerze życzę.
Wszak wszyscy pragniemy ciepła, światła, pogody.

Nawet jeśli ta ostatnia jest tylko dla bogaczy ;)

p.s. na blogu Brujity pojawiły się smakowite słodkości. Warto się ustawić w kolejce, bo prawdziwa to uczta dla oczu i pokusa dla amatorów truskawek!

piątek, 12 kwietnia 2013

Folklor targowisk oraz wyróżnienia


Targowanie się to integralna część moich sobotnich zakupów. Nie tylko pozwala zbić ceny, ale dostarcza mnóstwa rozrywki osobom handlującym i... mnie :)

Zanim wycwaniłam się w targowaniu, krępowało mnie to okrutnie; proponowanie cen niższych, aniżeli wymagane pierwotnie, powodowało dyskomfort i wstyd. Uważałam, że takie negocjacje sugerują szczupłość mego portfela. Rzecz jasna, im bardziej był szczupły, tym silniej rosła we mnie chęć, by to ukryć ;)

Cóż... zapewne stan ten trwałby nadal w najlepsze, gdyby nie wojaże do krajów arabskich; folklor tamtejszych targowisk wymusza wręcz zbijanie cen. Rezygnując z targowania się, tracimy świetną zabawę.
Chcąc takiej straty uniknąć, spróbowałam raz, drugi i... dałam się wciągnąć na tyle mocno, by szczerze tę praktykę polubić :)

Obecnie negocjowanie cen weszło mi w krew. Jest jak odruch - automatycznie rzucam połowę kwoty, proponowanej przez właściciela kramu. Zwykle kończy się na 65% pierwotnej sumy, ale zdarza się, że płacę tylko połowę. Poza tym lubię handlarzy. A oni chyba lubią mnie - to się czuje. Dlatego żyjemy w symbiozie atrakcyjnej dla obu stron :)
Nader często handlujący sami obniżają ceny - wystarczy, że się nieco zagapię i słysząc podaną kwotę, po prostu ją tępo powtórzę:
- Po ile ma Pan te konsolki?
- Po pięć.
- Po pięć?
- No niech będzie trzy.
- A za obie?
- Za obie to pięć.
- Pięć?
- No to niech będzie cztery.
I w taki sposób, bez najmniejszego wysilania intelektu, staję się szczęśliwą posiadaczką konsolek (które wkrótce - kiedy już znajdę im miejsce - powieszę).

Ale prawdziwym skarbem ostatniej wyprawy okazał się zegar. Zegar - nakręcany, działający bez zarzutu - zakupiony za raptem 6 zeta. Tak wyglądał pierwotnie:

A tak prezentuje się teraz, w sąsiedztwie wcześniejszych zdobyczy z targowiska:


Planuję mu wymienić wskazówki na bardziej stylowe; obym coś wypatrzyła na targu - bo te "odblaski" są raczej paskudne :/

Uwielbiam takie tłuściutkie amorki; ich wałeczki są przerozkoszne ;)
 
Zegar przemalowałam wieczorem, w dniu dokonania zakupu. Nie mogłam się doczekać efektu po pobieleniu. W międzyczasie schły eksperymentalne, robione bez konturówki reliefy na jajach. Z powodu zegara ( i innych targowiskowych pierdółek) straciłam do nich cierpliwość i nie zamierzam ich już cyzelować. Będą takie, jakie są:


A teraz kolejna sprawa - mianowicie przemiły temat wyróżnień :)
Wybaczcie mi proszę zerową aktywność w tygodniu, ale bywam tak wyeksploatowana, że po powrocie do domu brakuje mi energii na bloga. Dlatego zaległości uzupełniam w weekendy :)

A zatem - podwójna nominacja Liebster Award od Agi Walerii oraz od Małgorzaty z Grosikowych Pasji

Dziękuję Wam przeogromnie!
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia :)
Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań.
Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował :)

Pora na pytania, przygotowane przez Agę Walerię:
1. Szpilki czy baletki?
Szpilki
2. Kawa czy herbata?
Kawa!
3. Ciastko z kremem czy golonka?
Jedno i drugie mi nie w smak - więc... śledź w occie ;)
4. Słońce czy śnieg?
Słońce.
5. Torebka czy plecak?
Torebka
6. Morze czy góry?
Morze
7. Rower czy samochód?
Samochód :/
8. Sukienka czy spodnie?
Spodnie
9. Dawać czy brać?
Dawać
10. Optymistka czy pesymistka?
Realistka, a zatem pesymistka ;)
11. Miasto czy wieś?
Wieś...

Pytania autorstwa Małgorzaty:

1. Kim chciałaś zostać będąc dzieckiem?
Pianistką
2. Rękodzieło którego nie próbowałaś?
Decoupage
3. Kot czy pies?
Kot
4. Nowe czy stare?
Stare
5. Skowronek czy sowa?
Skowronek, ale najczęściej dwa w jednym ;)
6. Miasto czy wieś?
Wieś
7.Relaksuje mnie...
Szydełkowanie :)
8. Najbardziej mnie wkurza ..
Małostkowość i zawiść
9. Życiowe motto
Każdy cios wroga jest lekcją obrony
10. Książka do której wracam ...
Madame
11. Najważniejsza wartość w moim życiu ...
Rodzina

Z nominowaniem 11 blogerów będę mieć nie lada problem. Po pierwsze dlatego, że nie mam aż tylu znajomych, którzy mieliby znikomą liczbę obserwatorów. Wszyscy to poniekąd celebryci blogosfery :) Zwłaszcza w porównaniu ze mną...
Po drugie dlatego, że wskutek niewielkiej aktywności na blogu, bardzo mało kontaktów zawieram :(
A po trzecie - osoby, które mogłabym wyróżnić, już wyróżnienie dostały.

Dlatego mogę nominować góra dwie-trzy osoby. Niechaj będzie to http://villaringberg.blogspot.com/,
http://catarina-brujita.blogspot.com/
http://magdusiaa.blogspot.it/
http://avrea.blogspot.com/

I moje pytania:
1. Być czy mieć?
2. Książka czy film?
3. Miłosierdzie czy sprawiedliwość?
4. Długość życia czy jakość?
5. Estetyka czy praktyczność?
6. Dostosowanie się do otoczenia czy dopasowanie otoczenia do siebie?
7. Przygoda czy wygoda?
8. Serce czy rozum?
9. Bolesna wiedza czy błoga nieświadomość?
10. Strawa dla ciała czy ducha?
11. Walka czy godzenie się z losem?

Zapraszam do zabawy :) I do zobaczenia wkrótce, gdy ogarnę resztę targowiskowych zdobyczy... Buziak!



sobota, 23 marca 2013

Fotozabawa

Dzięki M.Arcie z Lnianego Zaułka ja również się mogę pobawić :)
Przez cały tydzień zbierałam materiały i dziś nadszedł czas podsumowania.
Wnioski?
Heh... to była totalna masturbacja i ekshibicjonizm ;)))

Masturbacja - czyli robienie sobie dobrze aparatem ;) Jako pstrykacz-neofita przekraczam granice przyzwoitości i dobrego smaku. Zresztą za chwilę przekonacie się sami jakie skutki dało pożyczenie mi sprzętu. Pierwszy raz w życiu dorwałam aparat cyfrowy - więc szaleję! Autentycznie mnie to wciągnęło. I mam (subiektywne ;)) wrażenie, że z każdym zdjęciem efekty są coraz ciekawsze.
A ekshibicjonizm? Cóż - pytania sformułowane są tak, by odsłonić fragment naszej intymności. Jeśli podejść do nich serio, naprawdę sporo trzeba o sobie powiedzieć. A ściślej - pokazać.
Zatem zaczynamy!

1. Codziennie widzisz...
Z okna pokoju:


Jeśli nie spuszczać wzroku, bywa całkiem przyjemnie. A na pewno przyjemniej, niż dawniej, gdy na dole znajdował się śmietnik.

2 . Ubranie w którym mieszkasz.
Uwielbiam rurki i romantyczne bluzeczki. Ciuchowe motto: "Szarych portek nigdy za dużo!"


3. Ulubiona pora dnia?
Poranek z czarną kawą.

Kawa jest dla mnie tym, czym Maria Mancini dla Hansa Castorpa. Tyle że ja kawę żłopię bez przerwy, podczas gdy on kontentował się jednym cygarem dziennie ;)

Do sesji załapała się filiżanka z kompletu, który wybrał i zakupił mój, nieżyjący już, dziadek. Filiżanki, podobnie jak figurki, tkwią w głębi szafy od lat. Dzięki fotozabawie mogłam jednak odświeżyć i porcelanę, i wspomnienia...

4 . Coś nowego.
Rzadko miewam nowe rzeczy; nawet jak coś do domu przytacham, zwykle jest używane i stare ;) Jednakże w ostatnich tygodniach i u mnie pojawiły się dwa całkiem nowe drobiazgi:
1. ramka z Pepco, z motywem aniołka, który idealnie pasuje do muzykującego maluszka z wszechobecnego świecznika;
2. porcelanowy ptaszek od mamci.

Dołączyło też kontuzjowane anielątko ze sklepowych odrzutów. Miało utrąconą główkę, więc musiałam biedactwo przygarnąć i mu tę łepetynkę dokleić!


5 . Właśnie tęsknię za...
Kaziem. Za jego ufnym spojrzeniem; za ciepłym, mięciutkim brzuszkiem; za jedwabistym futerkiem i różowymi poduszeczkami łapek, którymi mnie udeptywał co rano :)

I za szorstkim języczkiem, którym mył mnie tak gorliwie, jakbym była integralną częścią jego kociej istoty... Ech...
6 . Piosenka, ktora ciagle chodzi Ci po glowie...
Kawałek z reklamy piwa! Icon by Daan. I nawet mi się podoba :D

7 . Nagłówek mojego tygodnia:
I nie tylko tygodnia, ale generalnie życiowe motto:

Bez sparowania z lepszym przeciwnikiem brak postępów i brak rozwoju. Najtrudniejsze sytuacje pozwalają wszak wypracować najcenniejsze mechanizmy obrony.
A sprowadzając sens do bliższego naszym sercom kontekstu - bez podejmowania wyzwań niczego byśmy się nie nauczyły :) Każda walka - czy to z meblem, czy z dekoracją, czy aranżacją - skutkuje mnóstwem użytecznych doświadczeń.

8 . Najlepszy moment tygodnia...
Sobota i TARGOWISKO!!!!!!! Z którego wracam objuczona przeróżnym śmieciem.

Każdy z przedmiotów, z wyjątkiem tej wielkiej ramy i szczątkowego żyrandola za dychę, kosztował maksymalnie 5 zeta. Na zdjęciu (póki co) w stanie pierwotnym.

9 . Kim chciałas byc jako dziecko?
Pianistką!

lub muzą pianisty ;)

10 . Nie rozstaje sie z...
okularami (poniżej przykład masturbacji fotograficznej ;)

i kolejny :)


11. Co można znaleźć na twojej liście życzeń?
Boską opiekę i ratunek w nieszczęściu...


12 . Twoja miłość od pierwszego wejrzenia.
Styl shabby chic!


A dziś zakochałam się w niej:

Naprawdę od pierwszego wejrzenia. Irracjonalnie (bo mam już jedną lalę w stanie idealnym).
Ta tutaj to prawdziwa "shabby doll" - sfatygowana, zniszczona. Nawet nie umyłam jej twarzy do zdjęć. Wypatrzyłam ją dziś na targowisku - leżała rozczochrana, brudna, sponiewierana... Z utrąconą nóżką.
Ja mam słabość do takich ofiar - musiałam ją przygarnąć. Zapłaciłam całe 5 zeta! I niosłam ją do domu w objęciach (mimo mrozu) bo lala ma ok. metra, więc w torbę nie mogłam jej wsadzić.
Mamcia określiła ją mianem "czarownicy" i to "zapchlonej" :)

13 . Coś, co robisz caly czas.
Stojąc wśród burz i szarości, naiwnie wypatruję tęczy...


14 . Zdjęcie tygodnia.
Nie moje tym razem i bez dokładnego adresu strony; wklejone jest na kocim forum GL:

15 . Ulubione slowo, wyrażenie:

grafika stąd

16 . Najlepszy moment roku
Hm... ogólnie to chyba jednak Wigilia :)

A w tym roku konkretnie - dzień, w którym M.Arta pożyczyła mi swój aparat :)
I jej imię powinno się także pojawić w odpowiedzi na ostatnie pytanie:

17 . Ktoś, kto zawsze potrafi Cię uszczęśliwić.
Rodzice.
A poza tym uszczęśliwia mnie każde napotkane kocisko. Nawet jak mam zły dzień, koty zawsze wywołują mój uśmiech.

Uff, no to i koniec zabawy!
Była ona też dla mnie całkiem sporym wyzwaniem, bo dopiero się uczę patrzeć na świat przez obiektyw. Ale dzięki niej zyskałam motywację, aby intensywnie poćwiczyć.
Przy okazji powstał gigantyczny zapas zdjęć, którymi pewnie będę Was "uszczęśliwiać" w najbliższych miesiącach ;)

Zasady zabawy nakazują otagować 7 osób, jednakże nie mam jeszcze aż tylu znajomych, którzy nie byliby już do niej zaproszeni :/ Więc impas... Naprawdę nie wiem co począć. Jeżeli pośród Gości znalazłby się ktoś chętny do fotozabawy - proszę o sygnał, a dopiszę :)
Tymczasem pozdrawiam gorąco.
Niebawem kolejna porcja fotek wraz z zabawą, do której mnie zaprosiła Brujita...